Rutynowe badanie w korporacyjnym gabinecie lekarskim. Miła pani doktor podaje nam do spożycia woreczek wypełniony smaczną cieczą, w której ukryty jest niewyczuwalny mikroczujnik. Po wypiciu specyfiku urządzenie rozpoczyna swoją pracę, a na ekranie monitora pojawia się mnóstwo schematów, wykresów i liczb opisujących niemal każdy aspekt związany ze stanem naszego zdrowia. Tętno? Nawodnienie? Analiza składu krwi? Proszę bardzo! W najnowszym filmie Jamesa Ponsoldta „The Circle” tak właśnie wygląda system opieki medycznej w największej korporacji na świecie. Trochę przerażające, prawda?

 

Mikroczujniki badające nasze zdrowie czy czipy wszczepiane pod powierzchnię skóry to nie tylko wymysł hollywoodzkich scenarzystów. Na pomysł czipowania swoich pracowników wpadły już takie przedsiębiorstwa jak szwedzki startup „Epicenter” czy belgijskie „Newfusion”. I choć niewątpliwie zaletą tego rozwiązania jest jego funkcjonalność, to warto zastanowić się, gdzie przebiega granica między poprawą komfortu życia a całkowitą inwigilacją. Chętnych na skorzystanie z dóbr technologii nie brakuje, a to dopiero początek zmian, jakie czekają nas u progu czwartej rewolucji przemysłowej.

 

W pułapce korzyści

 

Za pomocą podskórnego czipa nie tylko automatycznie uzyskamy dostęp do pomieszczeń w firmie, ale też jednym gestem uruchomimy drukarkę czy zalogujemy się do służbowego komputera. Mimo że nie są to czynności wymagające nadzwyczajnych umiejętności, to nowa technologia podbije serce każdego, kto mnożące się hasła i kody dostępu zamieni (z ulgą!) na wygodny i bezobsługowy implant podskórny. To również szereg korzyści dla pracodawcy, który ma pełny wgląd w czas pracy swoich podwładnych oraz każdą operację wykonaną za pośrednictwem mikrourządzenia. Ale to nie wszystko.

 

Już teraz zaczipowani pracownicy zapłacą za obiad za pomocą ruchu dłoni. A to dopiero początek, bo wraz z rozwojem technologii zmiany będą coraz odważniejsze. Czy futurystyczna wizja społeczeństwa, w którym każda jednostka jest w pełni kontrolowana przez państwo, to wciąż tylko materiał na dobre science-fiction? Niekoniecznie, bo w kolejce po nową technologię ustawią się z pewnością nie tylko potężne korporacje, ale przede wszystkim rządy. Dane zbierane przez wewnętrzne czujniki to smaczny kąsek, obok którego nie sposób będzie przejść obojętnie.

 

Keep calm and find the balance

 

Czy firmy przeciwne zaawansowanej biometrii skazane są na cyfrowe wykluczenie? To pytanie zainspirowało nas do intensywnego poszukiwania technologii, która pozostaje w zgodzie z ochroną danych osobowych pracowników. I tak właśnie powstał TIMATE, który jest odpowiedzią na realne potrzeby współczesnego biznesu.

 

Urządzenie rozwiązuje kilka problemów związanych z ewidencją czasu pracy. Po pierwsze gwarantuje kontrolę, ale co bardzo istotne wzajemną. W jaki sposób? Z jednej strony dane o czasie pracy zbierane są za pomocą inteligentnej karty i przekazywane poprzez system w chmurze do pracodawcy, a z drugiej – dzięki ekranowi ePaper wbudowanemu w kartę – mają do nich dostęp również pracownicy. Po drugie, z TIMATE w każdej chwili można z kontroli zrezygnować. Inaczej jest z podskórnymi chipami, które są trudne do usunięcia i sprawiają kłopot zwłaszcza przy zmianie miejsca pracy. W przypadku TIMATE wystarczy po prostu zdjąć identyfikator i odłożyć go na swoje miejsce.

 

Jak widać, zależało nam na znalezieniu kompromisu między koniecznością rejestracji czasu pracy, dbaniem o bezpieczeństwo pracowników a pozostaniem w świecie nowoczesnych technologii umożliwiających automatyczną kontrolę. Wymyślenie takiego systemu zajęło nam kilka lat. Na szczęście, warto było poświęcić tyle czasu na intensywne prace badawcze, ponieważ stworzyliśmy produkt, który całkowicie redefiniuje pojęcie systemów RCP i diametralnie różni się od funkcji podskórnego czipa.

 

Można też górnolotnie powiedzieć, że nasz wynalazek to alternatywa dla rozpędzającej się karuzeli kontroli, stworzony z myślą o społeczeństwie, a nie przeciwko niemu. Działa i pełni swoje funkcje, analizując ludzki ruch – ale nie ruch konkretnej osoby, a podobieństwo ruchu jej karty w systemie do kart innych użytkowników oraz natężenie ruchu jej w czasie. W jaki sposób? Na podstawie wbudowanego czujnika. Co najważniejsze, surowe dane o ruchu, zebrane przez kartę, nie mogą zostać bezpośrednio użyte do identyfikacji jej właściciela. Dzięki temu nie są gromadzone wrażliwe dane i prawo do ochrony danych osobowych nie jest łamane, co jest przypisywane systemom wykorzystującym biometrię.

 

Każdy z nas choć przez chwilę chciałby poczuć się jak bohater filmu science-fiction, ale niekoniecznie pozostać w tym świecie na dłużej. Korzyści płynące z używania wszczepionego czipa szybko tracą na wartości, kiedy zestawimy je z zagrożeniami, jakie niesie ze sobą tak zaawansowana inwigilacja. Jak myślicie, czy etyczne RCP ma szansę w starciu z etycznie i prawnie wątpliwą biometrią?