Poczucie oderwania od rzeczywistości, problem z koncentracją i tęsknota za dniami wypełnionymi beztroską – tak właśnie wygląda powrót do pracy po urlopie. Trudno o uniknięcie powakacyjnej chandry, zwłaszcza jeśli porywamy się z motyką na słońce i dajemy sobie tylko osiem godzin na uporządkowanie tego chaosu. Jak odzyskać kontrolę nad zawodowym życiem i przy okazji zadbać o odpoczynek …w pracy? Jak się okazuje, może nam w tym pomóc nowoczesna technologia, skonstruowana zgodnie z zasadami filozofii slow life.

 

Nie ma się co oszukiwać: powroty z wakacji nie należą do ulubionych momentów w naszym życiu. I nic w tym dziwnego, przecież jeszcze kilka dni temu zamartwialiśmy się co najwyżej pogodą czy równomierną opalenizną, a teraz musimy stawić czoła wszystkim zaległym sprawom zawodowym, które w trakcie naszej nieobecności rozmnożyły się w błyskawicznym tempie. Co najgorsze, w dzisiejszych czasach przymus jak największej wydajności pracowników jest tak duży, że często zapominamy tak o własnym zdrowiu, jak i o tym, że doskonałość i niezawodność to cechy zaawansowanej technologii, a nie podlegającego przecież prawom biologii człowieka. Jak zatem powrócić do pracy po urlopie i nie zwariować? Odpowiedź jest bardzo prosta: unikać przepracowania i zwracać uwagę na istotne dla regeneracji organizmu przerwy.

 

Technologia w służbie zdrowiu

 

Szybko, kolorowo i w zgodzie z obowiązującymi trendami – tak dzisiaj wygląda nasze fast foodowe życie, w pędzie którego tracimy nie tylko cenne zdrowie, ale przede wszystkim tożsamość i poczucie tego, co etyczne. W dobie wszechobecnych technologii trudno nam chociaż na chwilę oderwać się od wirtualnego świata pełnego presji i nieosiągalnych ideałów, co ma destrukcyjny wpływ na naszą samoocenę i w konsekwencji motywację do pracy. Sytuacji nie poprawiają z pewnością nadchodzące deadline’y, rosnące wskaźniki efektywności czy zapowiedzi kolejnych ważnych projektów do realizacji. A gdzie w tym wszystkim jest czas na zasłużony regularny odpoczynek?

 

Niestety, nawet najbardziej udane wakacje nie sprawią, że po powrocie będziemy wypoczęci „na zapas”. W trakcie urlopu nasz organizm funkcjonuje zupełnie inaczej i potrzebuje przynajmniej kilku dni na powrót do efektywnego trybu zadaniowego. Co więcej, jesienna aura nie jest naszym sprzymierzeńcem, a przepracowanie spowodowane chęcią nadrobienia zaległych spraw może dotkliwie odbić się na naszym zdrowiu. Głównym powakacyjnym zadaniem jest więc pamiętanie o przerwach, co przychodzi z trudem zwłaszcza osobom, które mają tendencje do wpadania w „wir pracy”. Dla takich zapominalskich z pomocą przychodzi technologia, dzięki której już nigdy nie umknie im zasłużony lunch czy kolejna przepracowana nadgodzina.

 

Z jednej strony systemy RCP zyskały w ostatnich latach na popularności, z drugiej – dostępne rozwiązania nie umożliwiają pracownikom kontrolowania przepracowanego czasu. Tymczasem my zaprojektowaliśmy urządzenie, które podliczy ilość godzin i nadgodzin spędzonych w miejscu pracy, a wgląd w te statystyki będzie miał zarówno pracodawca, jak i sam pracownik. Ponadto, system zatroszczy się również o bezpieczeństwo i przypomni o należnej przerwie – mówi Tomasz Łempiński, CTO w TIMATE, firmie zajmującej się projektowaniem i produkcją etycznego systemu RCP.

 

Czy warto mierzyć czas pracy?

 

Systemy pomiaru czasu pracy na dobre zawitały do wielu przedsiębiorstw, a ich zadaniem jest przede wszystkich zliczanie przepracowanych godzin. Przeważnie funkcjonują w oparciu o zasadę odbicia karty dostępu lub przyłożenia odcisku palca do czytnika – jak łatwo się domyślić, taki układ dostarcza informacji o czasie pracy zwierzchnikowi, natomiast dla samych pracowników jest zazwyczaj wyłącznie uciążliwym obowiązkiem. Tymczasem okazuje się, że proces ten już teraz może przebiegać praktycznie w sposób bezobsługowy, dając obu stronom układu takie samo prawo do wglądu we wszystkie dane związane z czasem pracy.

 

Cały mechanizm TIMATE polega na tym, że nosimy ze sobą sprytny identyfikator, który sam rejestruje godziny spędzone w pracy. Na pierwszy rzut oka przypomina to znany wszystkim system oparty o powszechną kartę dostępu, natomiast w rzeczywistości jest to elektroniczne, w pełni zautomatyzowane urządzenie, które eliminuje z naszego życia rutynowe (i zbędne!) procedury ewidencyjne – podkreśla Tomasz łempiński z TIMATE. – Co więcej, wystarczy tylko przyłożyć kartę do ekranu smartfona, a po chwili odczytamy z niego każdą informację dotyczącą przepracowanego przez nas czasu.

 

Nie da się ukryć, że powyższy mechanizm przywodzi na myśl systemy treningowe i smartwatche, które funkcjonują identycznie, z tym że zbierają dane o czasie i intensywności treningów. Podobieństwo widać również w sposobie wizualizacji przeanalizowanych informacji za pomocą przejrzystych wykresów, na podstawie których od razu możemy ocenić jakość swojej pracy w poszczególnych odstępach czasowych. Takie rozwiązanie może być panaceum na pourlopowy stres, ponieważ dzięki karcie intuicyjnie kontrolujemy czas spędzony na pracy, a co za tym idzie, możemy lepiej zadbać o swoje zdrowie i dobre samopoczucie.

 

TIMATE to personalny asystent zdrowia – karta sama dobiera format przerwy w zależności od rodzaju pracy, jaki wykonujemy. To bardzo proste: system analizując dane z czujników ruchu po prostu wyczuwa nasz styl pracy i na tej podstawie proponuje nie tylko przerwę na obiad, ale również gimnastykę lub odpoczynek po cięższym wysiłku fizycznym. Ponadto, inteligentna karta uchroni nas nawet przed przeziębieniem spowodowanym warunkami atmosferycznymi, ponieważ na bieżąco informuje o pogodzie – tłumaczy Tomasz Łempiński.

 

Keep the balance

 

Urlop rządzi się nieubłaganymi prawami – po jego zakończeniu musimy nadrobić wszystkie zaległości. Zazwyczaj wiąże się to z chaotycznym systemem pracy, gdzie – często myślami pozostając na piaszczystej plaży – staramy się jak najszybciej wywiązać się z zawodowych obowiązków. Takie działanie nie tylko jest mało efektywne, ale też szkodliwe dla naszego zdrowia. A gdyby tak porzucić obsesyjne myśli o uzupełnianiu braków i po prostu zdać się na elektronicznego pomocnika? Jak się okazuje, z kartą TIMATE to możliwe.

 

Cały system pracuje w duchu „slow work”, który polega m.in. na świadomym rytuale pracy, a co za tym idzie, rozsądnym gospodarowaniem czasem. Karta sprzyja elastycznemu dostosowywaniu zadań do aktualnego stanu zdrowia. I tak np. kiedy czujemy się bardziej zmęczeni, możemy poprosić pracodawcę o większą swobodę w zarządzaniu harmonogramem pracy, ponieważ dzięki wglądowi w statystyki widzimy pulę godzin do wykorzystania. Taka bieżąca kontrola pozwala przede wszystkim uniknąć pourlopowego przepracowania i ma kluczowy wpływ na eliminowanie stresu spowodowanego nadmiarem zawodowych obowiązków.

 

To właśnie brak rozwiązań stworzonych z myślą o pracownikach, a nie wyłącznie o pracodawcach, był głównym motorem napędowym do zaprojektowania TIMATE. Nasza karta nie ma bezpośredniego dostępu do Internetu ani możliwości zainstalowania GPS. Działa w oparciu o statystyczną analizę ruchu mierzoną przez czujnik wbudowany w identyfikator pracowniczy, nie pobierając żadnych danych osobowych. To sprawiedliwy układ win-win, w którym obie strony czerpią wymierne korzyści z użytkowania – tłumaczy Tomasz Łempiński z TIMATE.

 

Czas pokaże, czy technologia w duchu slow work ma szansę przyczynić się do obniżenia zawodowego stresu. Tymczasem jedno jest pewne: niezależnie od tego, jaki rodzaj liczenia czasu pracy stosują pracodawcy, warto każdego dnia wykorzystać należny czas przerwy dla siebie i chociaż na kwadrans odłożyć na bok wszystkie zawodowe troski. Nie bez znaczenia jest również zachowanie zdrowego balansu pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym – w obliczu nadchodzącej wielkimi krokami jesieni, każda chwila przerwy w pracy poświęcona odpoczynkowi będzie na wagę złota i pozwoli skutecznie przeciwdziałać pourlopowym kryzysom. Jednak nawet najbardziej zaawansowana technologia nie zmusi nas do zadbania o własne zdrowie – za to odpowiedzialni jesteśmy wyłącznie my sami. Dlatego zanim przepracujemy kolejną nadgodzinę bez chwili na regenerację, najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie: czy warto?